Zasięg
Zasięg
redakcja
Redakcja
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Reklama
Reklama
Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 8 listopada 2019**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 8 listopada 2019**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 8 listopada 2019**


wydanie piaseczynsko-ursynowskie (nr 786), 2019-10-25
3000 kilometrów szczęścia i modlitwy

LESZNOWOLA/PIASECZNO Martyna Sobczyk przejechała rowerem prawie 3000 km podczas samotnej pielgrzymki, na którą wyruszyła z Piaseczna do Santiago de Compostela. – To była prawdziwa próba charakteru i ogromny wysiłek – przyznaje podróżniczka. – Gdybym jednak mogła, to wsiadałabym na rower nawet jutro, by móc przeżyć tę podróż jeszcze raz – dodaje z uśmiechem

Początek trasy zapowiadał się doskonale – piękna pogoda i droga prowadząca na spotkanie z wielką przygodą. Martyna z Piaseczna pojechała do Tomaszowa Mazowieckiego, stamtąd do Bełchatowa, Wrocławia i przez Zgorzelec za niemiecką granicę. Choć pojawiły się pierwsze dolegliwości związane z intensywnym wysiłkiem fizycznym piaseczyńska rowerzystka nie traciła optymizmu. – Nocowałam w kościołach i w zakonach, gdzie byłam przyjmowana z dużą życzliwością, a także u rodzin poznanych na trasie – opowiada. – Nie miałam wcześniej zaplanowanych postojów, czy noclegów.

Droga u zachodnich sąsiadów
Problemy zaczęły się po przekroczeniu granicy z Niemcami. – Tam odbijałam się od pozamykanych kościołów – mówi Martyna. – Zaczęłam więc korzystać z gościnności prywatnych osób. Dzięki temu poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi.
Przejazd przez Niemcy, mimo rozbudowanej sieci ścieżek rowerowych był ciężki. – Drugi raz zastanowiłabym się nad inną trasą – przyznaje nasza rozmówczyni. – Napotkani ludzie byli raczej zamknięci i unikali kontaktu. Gdy pojawiły się pierwsze problemy z rowerem trudno było znaleźć pomoc. Paradoksalnie jednak wbrew stereotypom, gdy ktoś wyciągał do mnie pomocną dłoń to byli to obcokrajowcy: ludzie z Turcji, Syrii czy Maroka.

Gdy człowiek jest zdany tylko na siebie
Z Niemiec Martyna wyruszyła przez Szwajcarię. – To była przepiękna droga ze wspaniałymi krajobrazami – opowiada podróżniczka. – Jednak bardzo wymagająca, bo prowadząca przez tereny górzyste. Cały wysiłek wynagradzały zapierające dech w piersiach widoki, prawdziwe cuda natury, które przyroda malowała przed moimi oczami. Parę razy nawigacja wyprowadziła mnie dosłownie w pole.
We Francji pojawił się pierwszy poważny kryzys. – Złapałam gumę na polu, a nie miałam już dętki na zmianę – wspomina Martyna.
– Znalazłam się sama z rowerem pośród pól z przebitą dętką. Przez kilka godzin starałam się wymyślić co zrobić, nie mając już zapasowej dętki ani kleju. To była trudna chwila, w której z bezsilności się popłakałam. Później po prostu wzięłam głęboki oddech i zaczęłam działać. Zdjęłam dętkę i zakleiłam ją lakierem do paznokci. Ścisnęłam ją trytytką i okazało się, że powietrze nie schodzi. Udało mi się przejechać 40 km do sklepu, w którym kupiłam nową dętkę.

Łzy wzruszenia i gorące modlitwy
W Szwajcarii oraz Francji noclegi były możliwe dzięki wsparciu rodaków. – Każdy nocleg zawdzięczam Polakom. Ci ludzie byli wspaniali, traktowali mnie jak członka rodziny. Gdy się żegnaliśmy niejednokrotnie pojawiały się łzy – opowiada Martyna. Nie obyło się jednak bez problemów i ciężkich chwil.
– Zawodziła nawigacja, nie działał telefon bo wciąż się przegrzewał, czasami nie mogłam znaleźć noclegu, a robiło się już ciemno – wspomina podróżniczka. – Ale to mnie bardzo umocniło, takiej wiary w siebie i w Boga nigdy wcześniej nie miałam.
Podczas drogi dostrzegłam i nauczyłam się doceniać drobne, prozaiczne rzeczy, które potrafią dać ogromną radość. Dojazd na nocleg, ciepły prysznic, kawa, niesamowite widoki, wschody i zachody słońca – opowiada. – Każdego dnia jechałam z uśmiechem, czasami płakałam, czasami się modliłam, albo krzyczałam ze szczęścia. Nieskazitelna radość z życia.

Na szlaku pielgrzymów
Na francuskich drogach nie było bezpiecznie ze względu na brak ścieżek rowerowych. – Deszcz, który złapał mnie w ciągu jednego dnia w Niemczech, miał ogromny wpływ na mój stan zdrowia, który do końca drogi nie był już najlepszy. Ze względna na pogodę i własne bezpieczeństwo dwa odcinki przejechałam pociągiem (jeden w Niemczech, drugi we Francji) – przyznaje Martyna. – Bez wyrzutów sumienia. Obiecałam sobie, że zachowam rozsądek i nie położę na szali swojego zdrowia. Niestety choroby nie udało się uniknąć, przeziebienie dało się mocno we znaki. – Brałam leki i jechałam dalej, ale ze zdrowiem nie było już najlepiej – opowiada podróżniczka.
Od Saint-Jean Pied de Port było już łatwiej, mimo iż w Pirenejach po raz kolejny padał deszcz.
– Jechałam trasą, którą kiedyś szłam pieszo – opowiada Martyna. – Poczułam ducha pielgrzymowania, nie było też problemów z noclegami, bo na szlaku są schroniska dla pielgrzymów. Spotkałam też dużo niesamowitych osób, między innymi Darka, który szedł z Warszawy ze swoim pieskiem i zbierał środki finansowe na hospicjum.
Można wesprzeć zbiórkę Darka na hospicjum poprzez stronę internetową udostępnioną na Martyny fanpage’u- lifeisagift by marti.

Wszytko jest w głowie
Martyna wyjechała z Piaseczna 27 sierpnia. Do Santiago de Compostela dojechała 1 października. Polskę przejechała w 5 dni, Niemcy w 8, Szwajcarię w 4, Francję w 7, a Hiszpanię w 10 dni. Problemem okazał się powrót, a ze względu na pracę czas okazał się na wagę złota.
– Rower musiałam oddać na przechowanie znajomym w Hiszpanii– mówi Martyna. – Po powrocie od razu praca i szybki powrót do zdrowia, bo na chorowanie nie ma czasu
– śmieje się podróżniczka i przyznaje, że już ma plany na kolejne wyprawy.
– Takie doświadczenia bardzo wzmacniają – uważa nasza rozmówczyni. – Udowadniają, że wszystko jest w głowie i jak czegoś się bardzo chce, to można tego dokonać, ponieważ cała siła tkwi w człowieku. Warto pomagać innym, bo nigdy nie wiemy kiedy sami będziemy potrzebować pomocy. Warto podróżować, bo dzięki temu otwieramy się na świat i poznajemy go od innej strony. Warto przekraczać swoje możliwości, aby zawsze mierzyć wyżej – przekonuje Martyna.
Adam Braciszewski
Brak komentarzy

dodaj komentarz
komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora
nick:
Komentarz:

wprowadź liczbę z obrazka pomniejszoną o "jeden":         

Wydanie:
PIASECZYŃSKO-URSYNOWSKIE
· W Bąkówce budują chodnik
· Osiem małżeństw doskonałych
· Na chodnik trzeba będzie jeszcze trochę poczekać...
· Willa Kamilin prawie gotowa
· Przyznano stypendia burmistrza
· Koncert „Powidoki Niepodległości”
· Szarpanina mieszkanki ze strażą miejską
· Rozpoczęła się budowa Puławskiej-Bis
· Najszybszy szklarz w Polsce szykuje się na Rajd Barbórki
· Powstanie nowy dom opieki dla seniorów
· Skarbnik i byli wicewójtowie usłyszeli zarzuty
· Radni dołożyli pieniędzy do Centrum Aktywności Seniora
· Przypomnieli twórczość Johna Lennona
· Złote Puchary na każdą rękę
· Jedyna taka wieża
· Udane spotkanie z klasyką
Wydanie:
PRUSZKOWSKO-GRODZISKIE
· Piękna nasza Polska cała
· Trzej królowie przybyli z darami
· Miasto wspiera walkę ze smogiem
· Domaniew z nową świetlicą
· Pamięci prezydenta Wilsona
· Co zrobić, żeby było bezpieczniej?
· Tańsze bilety dla mieszkańców
· Zainwestują w drogi, kanalizację i... Austerię
· Poznaj mieszkańców lasu
· Czytali i w dzień, i w nocy
· Trzy nowe pomosty i siłownia
· Gorączka w pogotowiu
· Najpierw bramki, potem nowe pasy
· Wiosną wystartuje budowa Akademii Legii
· Stacja i dworzec na ukończeniu
· Kilometry ulic, dwie hale, przedszkole i ratusz
Wydanie:
GRÓJECKIE
· W Dniu Chynowa bawiła się cała gmina
· Olimpijczyk z indeksem
· Lekcja samorządności
· 36 uczniów uczestniczyło w Misji Przyroda
· Marianna Czamara „Belfrem roku”
· Sceny jak z prawdziwego horroru
· Marian Woronin w Błędowie
· Próbował podpalić kościół
· Rosiewicz wyśpiewał sobie „Ciotkę szarlotkę”
· Dyrektorem to tu jestem ja!
· Grójec będzie płacić mniej
· Każde jabłko na wagę „złota”
· Maliszewski czeka na wyrok
· Spóźniony śmigus-dyngus... pomyjami
· PCM w Grójcu ogłosi upadłość?
· Truskawkom zagłada nie grozi
© 2005-2019  Kurier poludniowy    •    Wszystkie prawa zastrzeżone    •    projekt i wykonanie: iQuest