Zasięg
Zasięg
redakcja
Redakcja
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Reklama
Reklama
Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 20 lipca 2018**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 20 lipca 2018**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 20 lipca 2018 **


wydanie piaseczynsko-ursynowskie (nr 645), 2016-10-28
Zamieńcie marzenia na plany, tak jak ja

GÓRA KALWARIA Podróż życia jest dopiero przede mną – obwieścił w Górze Kalwarii 70-letni Aleksander Doba. Wigorem, jaki prezentował w piątkowy wieczór, wzbudził podziw

Podróżnik znany z tego, że jako jedyny na świecie w kajaku przepłynął dwukrotnie Atlantyk z kontynentu na kontynent, snując przez ponad godzinę opowieści „tańczył” z mikrofonem. Mówiąc, chodził po scenie Ośrodka Kultury, obficie gestykulował i biegał pomiędzy widzami robiąc sobie z nimi tzw. selfie.

Najbardziej pilnowany mąż na świecie
Swoje historyjki globtroter zamieniał w anegdoty. Tak było, gdy opowiadał, jak na środku oceanu spotkał 3,5-metrowego rekina i dwukrotnie uderzył go wiosłem. Albo gdy wiosłując nocą dostał w twarz… latającą rybą, którą później pofiletował i zjadł na surowo.
– Polecam państwu latające ryby, tylko muszą być świeże – zastrzegł wzbudzając śmiech licznie przybyłych widzów.
Płynąc samotnie, najpierw z Afryki do Ameryki Południowej (99 dni, 5394 km) a następnie z Europy do Ameryki Północnej (167 dni, 12 427 km) oprócz wielu ryb widział również ogromne pływające żółwie.
– Jeden ocierał się o dno kajaka. Może go swędziała skorupa i chciał się podrapać? – zastanawiał się głośno podróżnik, czym znów rozśmieszył publiczność.
Aleksander Doba jest inżynierem i sam wymyślił kajak, którym pokonał ocean. Mająca 7 metrów długości i 330 kg wagi jednostka została wyposażona w niewielką kabinę. – Jest trochę większa od trumny – porównywał Doba. W niezatapialny i niewywrotnym kajaku przetrwał około 50 burz tropikalnych, w czasie których fale sięgały nawet 9 metrów. Jednak, jak przyznał, najbardziej w podróży bał się ludzi. Trzykrotnie w czasie swoich wypraw spotkał bandytów, mierzyli do niego z broni.
– Tylko na takie spotkania nie byłem się w stanie przygotować – przyznał.
Nadajnik GPS, który Doba miał przy sobie na morzu, co 10 minut łączył się z satelitą, dzięki czemu obserwujący wyprawę mogli na bieżąco śledzić w internecie, gdzie właśnie znajduje się podróżnik.
– W ten sposób stałem się najbardziej pilnowanym mężem na świecie. Żona wiedziała co dziesięć minut, gdzie jestem – żartował.
Kajakarz, z 96 tys. przewiosłowanych kilometrów na koncie (najwięcej w Polsce) obecnie przygotowuje się do swojej trzecie wyprawy transatlantyckiej. Za wiosła chwyci w maju, w Nowym Jorku. Aktualnie zbiera fundusze na rejs.

To mój sposób, żeby nie pracować
Widzowie pytali podróżnika, jak znosił samotność, czy nie miał halucynacji, które zdarzają się niektórym żeglarzom długo przebywającym na morzu.
– Nie byłem sam. Jak mi brakowało ludzi, brałem lusterko i rozmawiałem ze sobą. Uważa siebie za pozytywnego człowieka – stwierdził Doba.
Najwięcej pytań zadawały dzieci. – A kiedy ostatni raz się pan golił? – wypaliła dziewczynka. Z wyliczeń podróżnika wynikało, że 45 lat temu.
Gość mówił także o tym, jak w wieku 34 lat po raz pierwszy wsiadł do kajaka i spłynął Drawą.
– Kajakarstwo stało się moją pasją i tak jest do dzisiaj. Starajcie się mieć pasję. Jak będziecie robili, to co lubicie, to jeszcze wam zapłacą. To mój sposób, żeby nie pracować i dożyć emerytury – przekonywał 70-latek, a następnie pytał:
– Kto z was potrafi się przyznać, że nie lubi marzyć? Trzeba część marzeń zamienić na plany i je realizować nie oglądają się na trudności – radził.
Na zakończenie Doba dostał mnóstwo pamiątek od lokalnych włodarzy i przyjaciół. – Z torbami mnie puszczacie – śmiał się. Podpisywał również swoje książki, które oficjalnie dziś będą miały swoją promocję.
W sobotę obieżyświat wraz z lokalnymi miłośnikami kajakarstwa spłynął Wisłą z Góry Kalwarii do Warszawy. Była to wyprawa promująca powstanie stanicy dla łodzi w kalwaryjskim porcie.
Piotr Chmielewski

tagi:    Aleksander Doba    kajaki

Brak komentarzy

dodaj komentarz
komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora
nick:
Komentarz:

wprowadź liczbę z obrazka pomniejszoną o "jeden":         

Wydanie:
PIASECZYŃSKO-URSYNOWSKIE
· Przełom w sprawie mieszkania dla rodziny z Ceramicznej
· Potraktowali piłą pomniki przyrody
· Do Czerska zlecą się kultowe maszyny
· Budżet obywatelski jak po grudzie?
· Gmina dopłaci mieszkańcom do biletów
· Ciernista droga do lepszej szosy
· Czy 724 kursuje za rzadko? Mieszkańcy twierdzą, że tak
· Droga 721-bis wyłania się z mroku
· Drzewko za makulaturę
· Mieszkają przy placu zabaw i... cierpią katusze
· Dęby pod topór? Gmina zaprzecza
· Seniorzy trafią na dworzec
· Łączy nas wspólna historia
· Triathlon. Zamknięte ulice
· Nasze życie zamieniło się w koszmar
· Gdzie jest pyton tygrysi?
Wydanie:
PRUSZKOWSKO-GRODZISKIE
· Wybory miss wśród zabytków
· Tańsze bilety na wukadkę
· Promenada na dekadę przyjaźni
· Trwa budowa ścieżek rowerowych
· Zwiedź kaplicę Marylskich
· Kto inny dokończy remont pałacu
· Będą darmowe elektryczne autobusy
· Miejska, z leśnym zacięciem
· Po wino do nocnego? Zapomnij
· Szpital na Wrzesinie po operacji
· Więcej wody w kranach
· Kłopoty z renowacją dworku Chełmońskich
· Skończy się „dzikie” parkowanie
· Liczą na eksplozję pomysłów
· Przesiadasz się? Parkuj darmo
· Zastał Nadarzyn drewniany, a zostawił murowany
Wydanie:
GRÓJECKIE
· W Dniu Chynowa bawiła się cała gmina
· Olimpijczyk z indeksem
· Lekcja samorządności
· 36 uczniów uczestniczyło w Misji Przyroda
· Marianna Czamara „Belfrem roku”
· Sceny jak z prawdziwego horroru
· Marian Woronin w Błędowie
· Próbował podpalić kościół
· Rosiewicz wyśpiewał sobie „Ciotkę szarlotkę”
· Dyrektorem to tu jestem ja!
· Grójec będzie płacić mniej
· Każde jabłko na wagę „złota”
· Maliszewski czeka na wyrok
· Spóźniony śmigus-dyngus... pomyjami
· PCM w Grójcu ogłosi upadłość?
· Truskawkom zagłada nie grozi
© 2005-2018  Kurier poludniowy    •    Wszystkie prawa zastrzeżone    •    projekt i wykonanie: iQuest