Zasięg
Zasięg
redakcja
Redakcja
Ogłoszenia
Ogłoszenia
Reklama
Reklama
Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 30 czerwca 2017**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 30 czerwca 2017**Najbliższe wydanie Kuriera Południowego ukaże się 30 czerwca 2017 **


wydanie grójeckie (nr 563), 2015-02-13
100-lecie Danuty Szaflarskiej

GRÓJEC Danuta Szaflarska, aktorka znana z filmów takich jak „Zakazane piosenki”, „Zemsta”, serialu „Lalka”, czy „Pora umierać” - świętuje 100. urodziny. Legenda polskiego kina urodziła się 6 lutego 1915 roku, jednak w jej oficjalnych dokumentach od lat figuruje błędna data 20 lutego

Przy okazji projekcji filmu „Pora umierać”, aktorka spotkała się z kinomanami w Grójeckim Ośrodku Kultury. Było to niezapomniane spotkanie, które pani Danuta sama określiła jako wspaniałe rende – vous. Dzisiaj warto chyba przypomnieć randkę z panią Danutą, choć od tamtych chwil minęło już kilka lat... Tym bardziej, że artystka nie udziela już wywiadów.
- Nie zmienia się pani od lat – padło wtedy z sali na przywitanie Danuty Szaflarskiej w klubie DKF „Jasminum”. Aktora spojrzała oczami Bazyliszka w stronę widowni i odpowiedziała: - Radzę wybrać się do okulisty…

Wspaniała kreacja

Byliśmy na projekcji filmu „Pora umierać”, w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej, w którym główną rolę zagrała Danuta Szaflarska. To osnuta na prawdziwej historii opowieść o starszej kobiecie, której niecodzienne poczucie humoru oraz specyficzny dystans do świata i ludzi sprawiają, że życie nabiera zupełnie nieoczekiwanych walorów. Czy Szklarska zagrała samą siebie? Pytanie narzucało się samo. Ale odpowiedź była zaskakująca - Nie, ja tylko grałam tę staruszkę. Odtwarzanie siebie na scenie, jest nieciekawe - stwierdziła. Dodajmy więc, że była to jedna z najlepszych kreacji naszego kina w ostatnich latach. A przecież Szaflarska przez długie lata swej kariery rzadko znajdowała uznanie reżyserów.

Tort na jubileusz

Szaflarską przywitano w Grójcu niemal po królewsku. Wprawdzie nie było czerwonego dywanu, ale z okazji 94. urodzin (aktorka obchodziła je dzień wcześniej) na salę wjechał olbrzymi tort ze świeczkami. Były też prezenty i kwiaty.
Aktorka od razu chyba uprzedziła kolejne pytania o postać Anieli, gdyż stwierdziła, że w następnej roli (teatr Rozmaitości) będzie grała osowiałą staruszkę na inwalidzkim wózku, która czasami ględzi coś od rzeczy. Szaflarska jest więc w znakomitej formie i nadal nie daje się zaszufladkować.

Wspomnienia dobre i złe

Od współczesnych obrazów przeszliśmy do wspomnień. Szaflarska dużo opowiadała o szkole aktorskiej, jak została do niej przyjęta wraz z Hanką Bielicką i Jerzym Duszyńskim. Choć była już po pierwszym roku Wyższej Szkoły Handlowej w Krakowie, za namową przyjaciół, przyjechała do Warszawy i z marszu poszła na egzamin. - Coś tam wyrecytowałam, ale o teatrze nie wiedziałam nic. Wyszedł za mną Aleksander Zelwerowicz i tak mnie objechał, że z butów omal nie wyskoczyłam. - Kiedy pani chce wyjechać - spytał. - Wtedy, gdy dowiem się, że zdałam - odparowałam. Kazał iść do biblioteki i uczyć się. Za kilka dni wyznaczył egzamin poprawkowy. Hanka i Jerzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Wracamy po kilku dniach na uczelnię. Zgłaszamy się do komisji i słyszymy od Zelwerowicza: Zdaliście, tylko chcieliśmy, abyście łyknęli trochę wiedzy o teatrze. On po prostu lubił ludzi z tupetem - dodała Szaflarska.

Wojenne przeżycia

Później mówiła o swojej pierwszej pracy w teatrze w Wilnie. Miała wystąpić w sztuce „Szczęśliwe lata”, ale przecież był to wrzesień 1939 r. Wojna. Reżyser zmienił więc tytuł na „Zielone lata”. - Podczas jednego z przedstawień zaczęły dobiegać z zewnątrz wybuchy bomb i strzelanina. My graliśmy dalej. Na widowni w trzecim akcie pozostały trzy osoby. Jedną z nich był Czesław Wołłejko. Okazało się, że wkroczyli Rosjanie - wspomina aktorka.
Okupację przeżyła w Warszawie, choć wojenne przypadki rozpoczęła już w drodze z Wilna do stolicy.
- Przeszliśmy z narzeczonym ponad 30 km. Dalej już nie mogłam, więc zaczęłam zatrzymywać samochody. Podnoszę rękę, a oni w aucie też podnoszą rękę. Zorientowałem się, że pozdrawiamy się po niemiecku. Wtedy zaczęłam po prostu machać. Zatrzymuje się jeden taki. Mówię mu, że chcemy jechać do Warszawy. Oni odstawiali samochody do przeglądu. Pojechaliśmy. Pierwszą granicę minęliśmy bez problemu. Po drodze opowiadali mi, że wracają spod Stalingradu. Że tam jest piekło. Mają tego dość. Pokazali zdjęcia rodzin. W Małkini stanął przed nami taki z trupią czaszką i wrzeszczy: zu rik! Wyskoczyłam z tego samochodu, stanęłam naprzeciw, podparłam się pod boki i wrzeszczę: - Jaki zu rik. Jestem aktorką z Warszawy i musiałam dwa lata siedzieć z komunistami w Wilnie. Jak już przyszliście, to teraz mogę chyba wrócić do Warszawy!? A on najczystszą polszczyzną mówi: - Proszę bardzo. I tak dojechałam do Warszawy - wyjaśnia Szaflarska.

Warszawo ma...

- W czasie Powstania Warszawskiego oficjalnie byłam łączniczką, ale prawdę mówiąc to ganiali mnie pod różne adresy - opowiadała aktorka. - Nie mogłam występować w powstańczym teatrze, gdyż nie miałam repertuaru estradowego. Na poważniejsze sztuki nie było czasu i raczej zapotrzebowania. To był straszny czas. Jeszcze mam w oczach te wąwozy ulic wypełnione gruzem, jakimiś szczątkami ludzkimi i ten potworny odór. Gdy któregoś razu wracaliśmy z akcji zaopatrzeniowej z magazynów Haberbuscha i Schielego zobaczyłam na takim wypalonym skrawku między zwalonymi kamienicami starszą kobietę, która na skleconym z cegieł palenisku smażyła coś na patelni i od czasu do czasu to coś podrzucała, aby odwrócić na druga stronę. Wokół rozciągało się rumowisko i leżały rozkładające się ciała. Wtedy pomyślałam, że Warszawa będzie istnieć. Bo życie musi toczyć się dalej.

Ucieczka z łapanki

- Najbardziej nieprawdopodobny przypadek spotkał mnie jednak w Krakowie - wspominała Szaflarska. -Trafiłam tam już po Powstaniu Warszawskim. Właśnie zostawiłam męża z dzieckiem. Miałam do załatwienia jeszcze kilka spraw, więc wsiadłam do tramwaju. Nie ujechałam jeszcze dwóch przystanków, a tu łapanka. Chciałam czmychnąć, ale żandarm wepchnął mnie w tłum. Zobaczyłam w bramie drzwi i dalej pomieszczenie z Niemcami. Jakby nigdy nic, poszłam do nich. Zanim zdążyli zareagować - mówię: Jestem z Warszawy, nie mam żadnych dokumentów, mam roczne dziecko. Jeżeli pójdę dalej przez tę bramę, Niemcy mnie zabiją. Widziałam w ich oczach konsternację. W końcu taki starszy z pałką w ręku odwrócił się i szepnął - uciekaj. Wyprowadzili mnie na Planty. Czy to nie cud? - kończy wzruszona.

Spełniona w życiu i na scenie

Obraz „Pora umierać” jest jakby klamrą zamykającą czas filmu w życiu Danuty Szaflarskiej. Rozpoczęła go „Zakazanymi piosenkami”, filmem w pierwszych powojennych latach (1946) przynoszącym uśmiech. Przypominał on ludziom, że walczono na różne sposoby z hitlerowskim okupantem. Częścią tej walki był również humor i piosenka, które podtrzymywały na duchu w tych ciężkich czasach.
Od maja 2010 r. aktorka należy do zespołu TR Warszawa. Wystąpiła tam w wystawionej przez reżysera Grzegorza Jarzynę sztuce Doroty Masłowskiej „Między nami dobrze jest” (2009) w roli Osowiałej Staruszki Na Wózku Inwalidzkim, za którą otrzymała m.in. ufundowaną przez ZASP Nagrodę im. Jacka Woszczerowicza. Na podstawie sztuki Masłowskiej powstał 2014 r. film „Między nami dobrze jest”.
- Dzisiaj czuję się spełniona zarówno na scenie, jak i w życiu prywatnym. „Pora umierać” przyniosła mi chyba rolę życia. W dwóch miejscach, które szczególnie sobie ukochałam, wybudowałam domy - w Kosarzyskach w Nowosądeckiem, gdzie się urodziłam i spędziłam pierwsze lata swego życia oraz we wspaniałej Warszawie.
W dniach 17-21 lutego TR Warszawa organizuje imprezę „Fenomen - Szaflarska. Przegląd filmów z udziałem Danuty Szaflarskiej”. Widzowie przypomną sobie m.in. „Skarb” (pokaz 17 lutego, po projekcji spotkanie z Szaflarską) i „Inny świat”.
Leszek Świder

tagi:    Danuta Szaflarska    jubileusz

Brak komentarzy

dodaj komentarz
komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora
nick:
Komentarz:

wprowadź liczbę z obrazka pomniejszoną o "jeden":         

Wydanie:
PIASECZYŃSKO-URSYNOWSKIE
· 40 lat kulturą pisane
· Super miejsce i super filmy
· Urodzinowa feta pełna elegancji
· Offowo i różnorodnie
· Muzyka klubowa wypełni piaseczyński rynek
· Artysta wielu zainteresowań
· Afrykańskie rytmy na rynku
· Wiosenna porcja klasyki
· Już niedługo Wolpreza. W tym roku zagra T.Love!
· Uwaga! W Parku Zdrojowym są... wilki
· Jest Sadowska, jest zabawa
· Docenili naszego bibliotekarza
· Hip-hopowe święto
· Zaśpiewali dla Basi i Artura
· Mówił długo, mówił ciekawie
· Chór Lira dał koncert w Wambierzycach
Wydanie:
PRUSZKOWSKO-GRODZISKIE
· Wystawa z tragedią w tle
· Za tydzień ogrody otworzą podwoje
· Kobiety o kobietach dla kobiet
· Salonik w cieniu wieży Eiffla
· K jak kurnik, k jak kultura
· Jej debiut wzbudził uznanie
· Przez różnokulturowe okulary
· Powstanie styczniowe oczami Piłsudskiego
· Moda na czytanie tu nie mija
· Wieczór pełen wzruszeń
· Przybysz zaśpiewa mimo protestu
· Miód dla uszu, a na deser Halina Frąckowiak
· Tak grano i śpiewano 400 lat temu
· Piękne motocykle i rockowe koncerty
· Pruszków już powitał lato
· „Jestem” w Poczekalni
Wydanie:
GRÓJECKIE
· Teatrzyk nieDuży, ale z sukcesami
· Piersi, Margaret, Poparzeni Kawą – będzie się działo na Targowisku
· Będzie wystawa o historii Warki
· Kolejny udany „Wieczór z Kulturą”
· Benefis Morki
· Kultura – najcenniejszy eksponat Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego
· 100-lecie Danuty Szaflarskiej
· Kolędowanie z Moderato
· Koncert kolęd
· Orszak Trzech Króli w Warce Zwycięska bitwa aniołów z diabłami
· Na ludową nutę, czyli Święto Kultury Regionalnej
· Huknął puzonem, no i tak to się zaczęło...
· Festiwal Pieśni Sakralnej
· Kazimierz Kochański w Domu Literatury
· Pułaski zaprasza
· Koncert jakich mało
© 2005-2017  Kurier poludniowy    •    Wszystkie prawa zastrzeżone    •    projekt i wykonanie: iQuest